24 marca roku mija dwudziesta rocznica ataku NATO na Jugosławię. Z tej okazji publikujemy tekst poświęcony polityce Paktu Północnoatlantyckiego wobec tego kraju. Polityka NATO wobec Jugosławii wynikała z przemian, jakie nastąpiły na początku lat 90. w globalnym układzie sił oraz między konkurującymi w Europie systemami bezpieczeństwa. Likwidacja Układu Warszawskiego w 1991 r Na Bałkanach odnoto wano wskaźniki zaburzeń lękowych na poziomie 33,5% (zakres od 15,6% do 41,8%) oraz wskaźniki zaburzeń nastroj u na poziomie 28,3% (zakres od 12,1% do 47,6%). The Yorkshire Vet (2015) Documentary series following the work of the staff of Skeldale Veterinary Centre in Thirsk, North Yorkshire - once the practice of James Herriot. Konflikty etniczne, nacjonalizm, polityczny oportunizm i walka o władzę na Bałkanach przyczyniły się do wciągnięcia całej Europy w wojnę, w której zginęły miliony ludzi. Austro-Węgry od początku toczyły walkę z Serbią i Rosją. Niemcy byli sojusznikami Austriaków, ale dołączenie Bułgarii do grona państw centralnych w .O międzynarodowych potyczkach dyplomatycznych rozgrywających się obecnie na Bałkanach, z niemałym udziałem Rosji, pisze na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Ryszard Czarnecki. „Rosja nasiliła swoją obecność na Bałkanach: polityczną, dyplomatyczną, gospodarczą, ale też agenturalną – donosi. Jan Paweł II wobec konfliktu zbrojnego na Bałkanach. Dokumenty papieskie. Jan Paweł II wobec konfliktu zbrojnego na Bałkanach. Dokumenty papieskie. Sylwia Góra. Tłumaczenia w kontekście hasła "państw po konflikcie" z polskiego na angielski od Reverso Context: Warsztaty poświęcone wyzwaniom związanym z odbudową państw po konflikcie i nielegalnej eksploatacji zasobów naturalnych i mineralnych w Demokratycznej Republice Konga stworzyły dobrą okazję do wnikliwego przedyskutowania ważnych regionalnych kwestii. Trzęsienia ziemi na Bałkanach + ryzyko katastrofy w Polsce Polka na Bałkanach: https://lnkd.in/eRz4RJz6 Mięso na cevapcici formuje się w ruloniki, a następnie przyrządza na grillu lub na patelni. Kotleciki zazwyczaj podawane są na Bałkanach z chlebem drożdżowym, ciabattą, tzatzikami, ajvarem, warzywami (obowiązkowo surowa cebula), frytkami bądź pieczonymi ziemniakami – wszystko zależy od kraju, w jakim się zamówi danie. z zadowoleniem przyjmuje ponowne konstruktywne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na Bałkanach Zachodnich, w tym ich skupienie się na walce z korupcją; podkreśla w tym kontekście amerykański dekret nakładający sankcje na osoby przyczyniające się do destabilizacji sytuacji na Bałkanach Zachodnich, a także działania USA wymierzone g0Vsr. Są sporty ekstremalne i są filmy w reżyserii Angeliny Jolie. Po wzięciu na warsztat konfliktu na Bałkanach i filmie „Kraina miodu i krwi” Jolie znów popełniła dramat wojenny. Tak powstał „Niezłomny”. „Niezłomny”, czyli nudny. Tym razem Angelina Jolie zabrała się za historię amerykańskiego biegacza Louise’a „Louie” Zamperiniego, olimpijczyka z Berlina, który w trakcie drugiej wojny światowej trafił do japońskiej niewoli, gdzie „wpadł w oko” sadystycznemu komendantowi obozu. Pojedynek ich osobowości jest (a przynajmniej miał być) osią fabuły „Niezłomnego”. Drugi film słynnej hollywoodzkiej aktorki zaczyna się dosłownie bombowo. Obserwujemy nakręconą z rozmachem scenę bombardowania okupowanej przez Japończyków wyspy Nauru w czasie drugiej wojny światowej. Majestatyczne sunące po tropikalnym niebie bombowce budzą na początku zachwyt. Za chwilę dostają się pod gęsty ostrzał obrony przeciwlotniczej i widz nabiera apetytu na to, co ma się zaraz wydarzyć. Tyle tylko… że nie dzieje się nic. Owszem, za moment pojawiają się japońskie myśliwce, jeszcze później obserwujemy zmagania załogi z niesprawnym samolotem i oczywiście w finale dramatyczne lądowanie uszkodzoną maszyną. Szybko jednak widz łapie się na tym, że niewiele go obchodzi co się właściwie stanie z amerykańskimi lotnikami, w tym z głównym bohaterem. I tak podczas oglądania „Niezłomnego” jest już do końca seansu. Nudno, przewidywalnie i bez żadnego napięcia. A przecież historia Zamperiniego to samograj jakich mało. Wystarczyło tylko skupić się na jednym głównym wątku i wokół niego osnuć fabułę filmu. Tymczasem nie można uwolnić się od wrażenia, że w „Niezłomnym” upchnięto zdecydowanie za dużo. Jak choćby w sekwencji, kiedy to przez blisko pięćdziesiąt dni Zamperini z kolegami walczą o przetrwanie w małym pontonie na oceanie. Już tylko ta historia nadaje się na oddzielny film (i prawie nim jest, bo ten rozdział wlecze się wyjątkowo długo). Nie sposób także przejąć się pojedynkiem między Zamperinim a sadystycznym komendantem obozu jenieckiego Watanabe. Mogło to być starcie, w którym obydwaj bohaterowie uczą się w końcu samych siebie nawzajem, bo jak wiadomo skrajności tak naprawdę leżą blisko siebie. Mogło być, gdyby nie to, że Watanabe jest po prostu odrażającym, idiotycznym i okrutnym typem, który budzi tylko odrazę. A przecież zło wcielone w kinie potrafi być fascynujące, z czego Jolie doskonale powinna zdawać sobie sprawę, bo na pewno widziała „Listę Schindlera” i pamięta stamtąd postać Amona Goetha, komendanta obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Na tle Watanabe Zamperini zresztą nie prezentuje się lepiej. I w dodatku w toku filmu okazuje się, że wbrew tytułowi wcale taki „niezłomny” w obozie nie był… Tyle że znów temat ten został potraktowany zdawkowo i powierzchownie i pojawia się chyba tylko po to, by nie było oskarżeń, że został pominięty. I naprawdę szkoda, bo dzięki temu widać, że Zamperini wcale nie był tak sztampową i bezbarwnie jednoznaczną osobą, jaki jest jego obraz nakreślony przez słynną aktorkę. Podobnie jak w swoim debiutanckim filmie Angelina Jolie ponownie dostarcza paliwa złośliwcom, którzy będą wypominać gwieździe hollywoodzką alienację i nieznajomość realiów tak zwanego normalnego życia. W „Krainie miodu i krwi” bohaterka w pewnym momencie będąc niemal na linii frontu paradowała na ekranie w nienagannym makijażu i szpilkach. W „Niezłomnym” okazuje się, że wprawdzie dryfowanie przez ponad czterdzieści pięć dni przez tropikalny ocean w nieosłoniętej tratwie prawie bez jedzenia i wody skutkuje poparzeniami skóry, schudnięciem i ogólnym wyczerpaniem. Ale jest także doskonałą okazją do zapuszczenia hipsterskiej, twarzowej i doskonale przyciętej bródki. Bez żadnego problemu, mimo tak zdawałoby się niesprzyjających warunków, walczący o przetrwanie bohaterowie mogli też stosować jedną z głównych zasad każdego prawdziwego mężczyzny, to jest wizytę u fryzjera co sześć tygodni by utrzymać elegancką fryzurę. O bielutkim uzębieniu utrzymywanym przez kilka lat niewoli nawet nie ma co wspominać. Błyszczy aż miło, nawet gdy bohater calusieńki jest pokryty węglowym pyłem. Angelina Jolie sama podkreśla, że dopiero reżyserki się uczy. Dobrze, tylko dlaczego uparcie powtarza te same błędy w drugim kolejnym filmie? I nie pomogło, że tym razem nie porwała się na napisanie scenariusza, tylko zamówiła go u specjalistów najwyższej klasy, to jest między innymi braci Joela i Ethana Coenów. Może przy okazji realizacji trzeciego filmu powinna oddać im też reżyserski stołek? Chcesz mieć najlepsze artykuły w jednym miejscu? Polub Newsweeka na Facebooku! Jesteśmy też na G+ oraz Twitterze. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Internetowa premiera filmu "Polska chemia kontra wielka chmura". Jakiś czas temu pisaliśmy o warszawskiej premierze dokumentalnego debiutu Tarnia, wyjątkowo zdolnego i pracowitego filmowca, w którym wystąpił Ten Typ Mes. Film ten właśnie trafił do sieci. O czym jest film? Jest to historia trzech trzydziestolatków, którzy w reakcji na doniesienia prasowe o wielkiej powodzi na Bałkanach postanawiają wyruszyć w drogę, żeby osobiście pomóc potrzebującym. Wyprawa charytatywna okazała się być czymś więcej niż tylko celem samym w sobie: dała pretekst do stworzenia niebanalnej opowiastki o życiowych postawach, ciekawości świata, bałkańskich realiach. "Polska chemia kontra wielka chmura" pokazuje, że zrobienie czegoś pożytecznego dla innych nie jest trudne, a może okazać się niezwykle inspirujące. Produkt uboczny wojny – tak przez prawie cały XX wiek określano gwałt - za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości został uznany w 1993 r. Poniżyć ofiary, zniszczyć strukturę społeczną narodu, doprowadzić do jego rozpadu i wymordować tylu ludzi, ilu się da. Serbscy ultranacjonaliści mieli pomysł na nową Jugosławię. Nazywali ją w projektach Wielką MazowieckiegoPropaganda przełomu lat 80. i 90., dbająca za sprawą mediów sterowanych z Belgradu o podsycanie tlącego się, uśpionego przez ponad 40 powojennych lat konfliktu etnicznego, obudziła demony wojny we wszystkich narodach rozpadającej się w oczach Jugosławii. W latach 1991-95 na jej ziemiach zbrodnie wojenne popełniali Chorwaci, Boszniacy (Muzułmanie – konstytucyjny naród Jugosławii, pisany wielką literą od 1971 r.) i Serbowie. To jednak ci ostatni doprowadzili do stworzenia tego, co powstały w 1993 r. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii określił mianem "przemysłu wojennego" – oddając tym samym skalę okrucieństwa wymierzonego w latach 1991-95 głównie w bośniackich z pierwszych osób, które zdały sobie sprawę z tego, że bośniaccy Serbowie pod politycznym przywództwem Radovana Karadżicia i wojskowym gen. Ratka Mladicia przeprowadzają czystki etniczne, był Tadeusz Mazowiecki. Powołany w połowie sierpnia 1992 r. – cztery miesiące po rozpoczęciu wojny w samej Bośni – na stanowisko Specjalnego Sprawozdawcy ONZ, mającego raportować o sytuacji praw człowieka w byłej Jugosławii, Mazowiecki już po dwóch tygodniach stworzył pierwszy taki dokument. Pisał w nim wprost o czystkach etnicznych i od początku zwracał uwagę na doniesienia o dokonywanych przez Serbów na Muzułmankach gwałtach. Mazowiecki stawiał je w jednym rzędzie z innymi zbrodniami popełniany w czasie we wschodniej Bośni. Na zdjęciu zaznaczono budynki, w których gwałcono kobietyICTYW swoich 18 raportach stworzonych w ciągu trzech lat – aż do momentu głośnej rezygnacji z funkcji w akcie protestu przeciwko bezczynności zachowawczego, zbiurokratyzowanego aparatu ONZ, który pośrednio dopuścił do ludobójstwa w Srebrenicy – były polski premier ani razu nie pominął kwestii gwałtów dokonywanych na kobietach i jako taktyka wojennaW swojej książce z 1996 r. "Ukryte ludobójstwo w Bośni i Hercegowinie i Chorwacji" Beverly Allen, prof. Uniwersytetu w Minnesocie, opierając się na raportach Mazowieckiego, opisała trzy taktyki dokonywania gwałtów stosowanych przez Serbów głównie w Bośni, ale również wiązała się z napadami na wsie i miasteczka i publicznym gwałceniu Muzułmanek oraz Chorwatek. Wieść o tych zbrodniach – dokonywanych głównie przez oddziały tzw. czetników – roznosiła się potem po okolicy. Kilka dni później pojawiały się w niej oddziały regularnej serbskiej armii i wysłuchiwały mieszkańców. Aby im "pomóc", proponowały przesiedlenie. W ten sposób Serbowie przyspieszali proces "czystek etnicznych" w regionach, "uwalniając" je od nie-serbskiej ludności. Drugą taktyką było porywanie kobiet i przetrzymywanie ich w wyznaczonych domach lub obozach, w których były wielokrotnie gwałcone, a same gwałty Serbowie uznawali za formę tortury przed ostatecznie zadawaną młodym Muzułmankom śmiercią. Trzecia taktyka zakładała więzienie kobiet. W więzieniach były one gwałcone systematycznie, do momentu, w którym zachodziły w ciążę i stawała się ona tak zaawansowana, że nie można było dokonać bezpiecznej aborcji. Ta taktyka zakładała jedno i pasowała najlepiej do ukutego terminu "gwałtu ludobójczego" (ang. genocidal rape). Chodziło o to, by Muzułmanki rodziły dzieci Serbów. Należy dodać, że tę samą taktykę – choć w mniejszej skali – stosowali we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat i wojna informacyjnaBośniaccy Serbowie stosowali gwałt jako jedno z narzędzi wojny. Różnił się on od pojedynczego napadu żołnierza na kobietę. Miał przynieść zamierzony efekt, był celem sam w sobie. Wraz z nim pojawiały się konsekwencje, o których nie dawało się – i do dziś tysiącom Muzułmanek w Bośni nie udaje się - jednym z raportów z 1993 r. Tadeusz Mazowiecki i jego zespół zwracali uwagę na "stygmatyzację ofiar gwałtów". Na to, że są one dokonywane rozmyślnie, a ich wydźwięk w społecznościach kulturowo i religijnie odmiennych od tych tradycyjnie europejskich dodatkowo "naznacza kobiety, ofiary piętnem winy". Serbowie o tym wiedzieli. Gwałt oznaczał największą hańbę i był "karą" za przynależność do innej grupy etnicznej, którą nakładano na Muzułmanki na resztę ich życia. Kobiety gwałcone w swych domach, w miasteczkach, miastach i wsiach, były wielokrotnie w nich zostawiane. Gwałcone na oczach mężów, ojców i dzieci, musiały żyć z nimi dalej pod jednym dachem. Z tym, co się stało, musieli żyć wszyscy. Serbowie wiedzieli, że te zbrodnie często zmuszą ofiary do we wschodniej Bośni. W takich warunkach bośniaccy Serbowie więzili muzułmańskie kobietyICTYW tym kontekście raporty Tadeusza Mazowieckiego okazały się być może najważniejszymi dokumentami z okresu wojny na Bałkanach. W czasie, gdy do centrali ONZ w Nowym Jorku docierały kolejne dokumenty Specjalnego Sprawozdawcy, Serbowie wykorzystywali swoją propagandę w najbardziej perwersyjny sposób. W mediach w Belgradzie pojawiła się w latach 1992-93 cała seria materiałów opisujących rzekome gwałty na serbskich kobietach dokonywane przez Muzułmanów. Serbowie na zdjęciach, a nawet nagraniach, pokazywali tymczasem własnych żołnierzy gwałcących NiewolniceNajbardziej jaskrawym przykładem stosowania gwałtów jako taktyki wojennej w latach 1992-95 był stworzony przez Serbów w okręgu Focza we wschodniej Bośni "obóz", do którego zwożono młode we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat na którą składało się kilka mniejszych miast i wsi, przed wojną była zamieszkała przez ponad 20 tys. Muzułmanów. Została zaatakowana 7 kwietnia 1992 r., w trzecim dniu wojny w Bośni. Serbskie oddziały wojska, oddziały paramilitarne, serbska policja bez problemu zajęły te tereny i rozpoczęły trwające prawie nieustannie rzezie muzułmańskiej ludności. Do stycznia 1994 r. w regionie pozostało zaledwie 10 nie-Serbów. Reszta uciekła, ale tysiące do dziś nie zostały odnalezione i prawdopodobnie spoczywają w masowych w Foczy od samego początku, atakując kolejne rodziny, rozdzielali w nich mężczyzn i kobiety. Tych pierwszych często mordowali lub wywozili w niewiadome miejsca. Kobiety stawały się niewolnicami. "Obóz" w Foczy nie był zamkniętym terenem. Termin ten określa dużą liczbę domów i mieszkań, w których przez całe miesiące więziono kobiety i dziewczęta (najmłodsze miały 14 lat) i wielokrotnie gwałcono. Serbscy wojskowi wymieniali się również nimi, dawali je sobie w prezencie lub zabierali z miejsc przetrzymywania do własnych kwater i właśnie trzech serbskich żołnierzy – dowódców oddziałów stacjonujących w Foczy – zostało uznanych w 2001 r. za zbrodniarzy wojennych, a wśród zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, jakie popełnili, Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii wymienił dokonane przez nich 1993 r., gdy haski trybunał uznał gwałt za zbrodnię wojenną, minęło więc kolejne osiem lat, nim któryś z winnych usłyszał to uzasadnienie w Bośni w latach 1992-95 Serbowie zgwałcili od 20 do 50 tys. Muzułmanek. Organizacje praw człowieka, ONZ i trybunał haski do tej pory nie dysponują bardziej dokładnymi we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat Adam Sobolewski\mtom / Źródło: zdjęcia głównego: ICTY